Iskanje

Unknown Story

Kopirajte to snemalno knjigo
Unknown Story

Snemalna Knjiga Besedilo

  • Akt V scena 1
  • Jeżeli można ufać sennym wróżbom, Wkrótce mię czeka jakaś wieść radosna. Król mego łona oddycha swobodnie i duch mój przez dzień cały niezwyczajnie Lekkim nad ziemię wznosi się polotem:
  • Śniłem, że moja ukochana przyszła I że znalazła mię nieżywym (dziwnySen, co pozwala myśleć umarłemu!) ,Lecz ona swymi pocałowaniami Tyle tchu wlała w martwe moje usta ,Żem nagle odżył i został cesarzem. Ach, jakże słodką jest miłość naprawdę, Kiedy jej mara taką rozkosz sprawia!
  • Wieści z Werony! - Cóż tam, Baltazarze?Czy mi przynosisz list od Laurentego?Co robi Julia? Czy zdrów jest mój ojciec?Jak się ma Julia? Po raz drugi pytam.Bo nie ma złego, jeśli jej jest dobrze.
  • Wszystko więc dobrze, bo jej już źle nie jest; Ciało jej leży w lochach Kapuletów,A duch jej gości między aniołami.Widziałem, jak ją złożono do sklepień,I wziąłem pocztę, aby o tym panu Donieść czym prędzej. Przebacz pan, że taką Złą wieść przynoszę; wszakże uwiadomićPana o wszystkim byłem w obowiązku.
  • Maż to być prawdą? Drwię sobie z was, gwiazdy! Wszak wiesz, gdzie mieszkam? Przynieś mi papieru i atramentu, idź potem na pocztę Zamienić konie. Wyjeżdżam tej nocy.
  • Błagam cię, panie, zachowaj cierpliwość;Wyglądasz blado, ponuro i wzrok twój Coś niedobrego zapowiada.
  • 1,Cicho.Mylisz się; zostaw mię, zrób, com rozkazał. Czy nie masz listu od księdza?
  • 3.Mniejsza więc o to. Idź zamówić konie; Wkrótce pospieszę za tobą.
  • 2 Nie, panie
  • Komu by była potrzebna trucizna, Której w Mantui sprzedaż gardłem karzą,Niechaj by przyszedł do tego hołysza,On by dostarczył mu jej Myśl ta była,Niestety! wróżbą mej potrzeby własnej ;Sam w niej dziś jestem i tenże sam człowiek Z potrzeby będzie musiał jej zaradzić.Jeżeli się nie mylę, tu on mieszka;Z powodu święta kram jego zamknięty
  • Tak Julio!Tej jeszcze nocy spocznę przy twym boku: O środek tylko idzie. O, jak prędko Zły zamiar wnika w myśl zrozpaczonego! Gdzieś niedaleko stąd mieszka aptekarz: Przed paru dniami widziałem go, pomnę,Jak zasępiony, w podartym odzieniu, Przebierał zioła; zapadłe miał oczy. Ciało od wielkiej nędzy jak wiór wyschłe W nikczemnym jego sklepiku żółw wisiał; Wypchany aligator obok szczątków Dziwnego kształtu ryb; na jego półkachLeżała tu i ówdzie zbieranina Próżnych flasz, słojów, zielonych czerepów,Pęcherzów, stęchłych nasion; resztki sznurkówI zapleśniałe kawałki lukrecji.Na widok tego pomyślałem sobie:
  • .
  • 1.Hej! aptekarzu!
  • 3. Zbliż się tu, człowieku,Widzę, że jesteś w niezamożnym stanie;Weź te czterdzieści dukatów, a daj mi Drachmę trucizny takiej, co by mogła Po wszystkich żyłach rozejść się od razu I nienawistne życie odjąć temu,Co jej zażyje; co by tak gwałtownie Wygnała oddech z piersi, jak gwałtownie Lontem dotknięty proch wypędza pocisk Z czeluści działa
  • 4.Mam ja taki środek; Ale w Mantui prawo śmiercią karze Każdego, co się waży go udzielić.
  • 2.Któż to woła takimDonośnym głosem?
Ustvarjenih več kot 40 milijonov zgodboknjig
Brez Prenosov, Brez Kreditne Kartice in Brez Prijave!
Storyboard That Družina